Codziennie rano wkładasz maskę. Może nawet nie wiesz, że to robisz. Bo robisz to tak długo - że maska zaczęła wyglądać jak twoja twarz.
Większość ludzi szybko zagłusza to pytanie. Scrolluje. Pracuje. Planuje. Osiąga. Bo to pytanie jest najniebezpieczniejszym pytaniem, jakie możesz sobie zadać. Niebezpiecznym dla maski. Wyzwalającym dla ciebie.
Nie urodziłeś się z maską. Małe dzieci nie udają. Płaczą, kiedy jest im źle. Śmieją się, kiedy jest im dobrze. Złoszczą się bez przepraszania. Tańczą bez wstydu.
A potem przyszło otoczenie.
I powoli - kawałek po kawałku - zacząłeś budować postać. Postać, która jest akceptowana. Postać, która jest bezpieczna. Postać, która przeżyje w tym świecie.
Psychologowie nazywają to Fałszywym Ja - konstruktem stworzonym po to, żeby chronić prawdziwe Ja przed odrzuceniem. Problem w tym, że z czasem - zapominasz, że to konstrukt. I zaczynasz myśleć, że maska to ty.
Pomyśl o Robinie Williamsie. Człowiek, który śmieszył miliony. Energia. Ciepło. Nieustanny performance radości. Za kulisami - głęboka depresja. Samotność. Pustka. Maska była tak dobra, że prawie nikt nie widział człowieka za nią. Nawet on sam przestał go widzieć.
Pomyśl o Marilyn Monroe. Symbol seksapilu, blasku, beztroski. Norma Jeane - dziewczynka z domów dziecka, która stworzyła postać tak doskonałą, że świat zakochał się w postaci. I zapomniał o kobiecie. Ona też.
„Daję radę. Jestem silny. Nie potrzebuję pomocy."
Pod spodem: wyczerpanie, samotność, strach przed słabością.
„Patrzcie na moje osiągnięcia. Jestem kimś."
Pod spodem: głęboki lęk, że bez osiągnięć - nie jestem wart miłości.
„Zawsze pomagam. Nigdy się nie gniewam. Wszyscy mnie lubią."
Pod spodem: tłumiony gniew, wyparte potrzeby, całkowite zatracenie siebie.
„Wiem. Kontroluję. Mam odpowiedzi."
Pod spodem: strach przed niekompetencją, przed oceną, przed byciem zwykłym człowiekiem.
Każda maska chroni jakiś ból. Każda maska kosztuje kawałek życia.
Relacje, które budujesz w masce, nie są twoimi relacjami. Są relacjami postaci, którą grasz. I gdzieś w środku wiesz o tym. Dlatego nawet kiedy ktoś mówi ci, że cię kocha - nie możesz tego naprawdę przyjąć. Bo wiesz, że kocha maskę. Nie ciebie.
To jest samotność, której nie da się opisać słowami. Być otoczonym ludźmi - i być absolutnie niewidzialnym.
A co z energią? Utrzymywanie maski to jeden z najbardziej wyczerpujących wysiłków, jakie zna ludzki umysł. Nieustanna czujność. Nieustanny monitoring. Czy mówię właściwe rzeczy? Czy wyglądam właściwie? Czy jestem wystarczający?
Nie chodzi o to, żeby teraz wylewać swoje emocje na każdego spotkanego człowieka. Autentyczność to nie chaos. Autentyczność to odwaga bycia widzianym.
To znaczy pozwolić sobie na bycie niedoskonałym. Na bycie w procesie. Na bycie człowiekiem.
Brené Brown - badaczka wstydu i autentyczności - odkryła jedną rzecz, która odróżnia ludzi żyjących pełnią od tych, którzy tylko przeżywają: odwagę bycia wrażliwym. Nie słabość. Odwagę. - Brené Brown, „Dary niedoskonałości"
Ci, którzy potrafili powiedzieć „jestem przestraszony", „jestem zraniony", „nie wiem" - budowali głębsze relacje, czuli więcej radości, żyli bardziej intensywnie. Ci, którzy zakładali zbroję - byli bezpieczni. Ale byli też martwi w środku.
„Bądź sobą. Wszystkie inne role są już zajęte." - Oscar Wilde
Ale ja dodałbym coś: bądź sobą - bo to jedyna rola, do której masz pełny scenariusz. Do wszystkich innych - tylko zgadujesz tekst.
Teatr skończy się w dniu, w którym zdecydujesz. Nie jutro. Nie kiedy będziesz gotowy. Nie kiedy będzie bezpiecznie.
Teraz. Z jednym małym krokiem w stronę siebie.
„Bądź sobą - bo to jedyna rola, do której masz pełny scenariusz."
- Rafael Rojek · Suwerenna Alchemia Serca
← Wróć do postów